Stężenie przyszłości

Osmoza – spontaniczny proces łączenia się dwóch obszarów. Powstała substancja ma charakter jednego i drugiego. I tak właśnie – osmotycznie – widzi przyszłość kreatorka trendów Lidewij Edelkoort. Z czerni i bieli, starości i młodości, natury i kultury tworzy się szary, lecz nader energetyczny, koktajl współczesności.

Siwe, gładko zaczesane włosy, jaskrawoczerwone usta, przenikliwy wzrok. Serdeczna, lecz lekko nieobecna. Jakby w niej samej zachodziła nieustanna osmoza – przenikanie się żywiołów. Jej umysł nieustannie coś skanuje. Gdy mówi, wszyscy milkną.

Destylacja idei

Prognozy Li są nadzwyczaj trafne; wsłuchują się w nie prestiżowe marki, ministerstwa zamawiają raporty. Inaugurując rok akademicki w School of Form, pokazała prezentację przygotowaną jako wizję roku 2020…siedemnaście lat temu. Pokazała coś starego, co jednocześnie wciąż jest świeże i nowe. Symboliczne.

Długoterminowość tych wizji polega bowiem na głębokiej analizie świata społecznego – wzajemnych powiązań i sensów. I nie chodzi tu o długość czy kolor sukienki. Choć sama moda, jak przyznaje Li, jest doskonałym barometrem przemian. Każda z poprzednich epok dyktowała własne warunki: szerokie ramiona, kwiaty, mini. Dziś mamy i hermetyczne trendy, i nonszalancję. Zgodnie panują zarówno ornamenty jak i totalna asceza. Akceptowalne jest właściwie wszystko. I mówi to o nas bardzo dużo.

Metoda pracy Lidewij jest bardzo prosta. Polega na nieustannej obserwacji. Każdego roku przynajmniej sześć miesięcy spędza w podróży – dzięki sieci przyjaciół i znajomych (uwaga, trend!) dociera do miejsc, które nie są dostępne przeciętnemu turyście. Spotyka artystów, rzemieślników, handlarzy; odwiedza ich pracownie, rozmawia. Zbiera obserwacje jak ziarna kawy. Po jakimś czasie jej umysł zaczyna filtrować  – destyluje wizję przyszłości.

Jako trendforecoaster Edelkoort szkicuje zmiany. Przedstawia zarys tego, co jest logiczną – w ostatecznym rozrachunku – konsekwencją obserwowanych zdarzeń. Przeczuwa. Czy się myli? Raz ogarnęły ją wątpliwości. Tuż przed nadejściem kryzysu Li przygotowała dość dekadencką prognozę. Świat konsumował na całego, ale męczyło ją drugie dno tej zabawy. Pokazała tą dwuwarstwowość jako naiwną, uśmiechniętą maskę skrywającą lęki. Puściła niepokojącą piosenkę. Prezentację odebrano jako eksces, wybryk ekscentrycznej wyobraźni. Po paru miesiącach wszystko było jasne.

Co nas czeka?

Przyszłość jawi się jako nasycona rozmaitymi, kontrastowymi cząstkami mozaika – szary jest wszak mieszaniną wielu kolorów. Mamy więc śmiech i absurd, projekty nie na serio i zupełnie od czapy. Lubują się w nich i kidulci – zdziecinniali dorośli – i tzw. mali-stareńcy. Ubieramy się w dresy i szpilki, chodzimy na najnowsze bajki do kina, choć nie mieścimy się już w grupie docelowej określonej przez producenta. I śmiejemy się do rozpuku, bo coraz częściej dziecinne opowieści zawierają klucz tylko dla dorosłych.

Dizajner plus

Samotny wyścig po innowację nie ma najmniejszego sensu. Świat nasycił się już produktami pierwszej potrzeby. Czy więc naprawdę potrzebujemy więcej i więcej? Rzeczywistość ewoluuje: jedne produkty wypierają inne, zmieniają się technologie, wyczerpują zasoby. By projektować mądrze, a tylko takie projektowanie się liczy, trzeba podeprzeć się ekspercką wiedzą. Inżynieryjną, techniczną, także społeczną – by wiedzieć, co ludzie czują i myślą. Dizajner coraz częściej pracuje więc z naukowcem, aby sprostać oczekiwaniom tak zmiksowanego świata. I wkracza w zupełnie nowe przestrzenie.

Nabierz powietrza

Sfera wolności, przestrzeń myśli. Horyzont tego trendu sięga szeroko. Projektowane obiekty są się lekkie, napowietrzone, dryfują w niby-próżni. Potrzeba świeżości, lekkości, miejsca. Rekompensujemy ją sobie, spoglądając w górę. “Sky is the limit” inspiruje Li. Ale my błyskawicznie wracamy na ziemię przygnieceni metrażem własnego M. I na to jest rada: modułowość.

Familiada

Przestrzenie stają się wielofunkcyjne, tak jak my. Meblujemy je tak, by jeden obiekt pełnił wiele funkcji, a zestawiony z innymi – tworzył zupełnie nową jakość. Rodziny siostrzanych przedmiotów jak ruskie matrioszki chowają się w swoich wnętrzach lub przeciwnie – prezentują dumnie urodę nieseryjnej produkcji. Bo każdy przedmiot chce nosić dziś rękodzielniczy ślad – personalny, unikalny sznyt. Animizacja i personalizacja od dawna grają pierwsze skrzypce, a ich melodia jak widać się nie nudzi.

Cyfrowi nomadzi

Li przygląda się zjawisku nomadyzmu. Charakter życia ludzkich gromad wczoraj i dziś wyznacza paralelne ścieżki interpretacji. Razem pracujemy, jemy, bawimy się. Uprawiamy handel wymienny na oplecioną globalną siecią skalę. Podróżując, nocujemy u obcych i sami udzielamy gościny. Wszystkie te działania spaja jeden wspólny mianownik: zaufanie, które odbudowujemy z mozołem w erze cyfrowych migracji.

Od ruchomych plemion różni nas jedno – nasze mózgi przygotowują się do innego formatu informacji. Młodzi – nazywani przez Li pokoleniem 2,5 wymiaru – skaczą z płaskiego w wypukłe. Wpatrując się w płaskie ekrany widzą trójwymiar. Realne obiekty potrafią zaś rozciągnąć na kartkę i „przetłumaczyć” na kreski. „Jesteście dziećmi cyfrowej epoki, zmieniajcie świat, bo doskonale wiecie, jak to robić” motywuje Li.

Wielość, wielość, wielość

Rano w piżamie gotujesz owsiankę, potem pędzisz na biznes lancz i ostro negocjujesz; po południu dżogujesz w trampkach po parku. Wieczorem pracujesz w skupieniu. Już w kapciach, bo w domu. Miks pracy, czasu wolnego, hobby i obowiązków. Wielość osobowości. “It’s good” mówi Edelkort. Ta wielość dookoła i w nas samych to sposób na akceptację innego, niepoznanego, nieodkrytego. I znów wracamy do wartości plemiennych: tolerancji, oswajania, rytuału. Żyjemy w globalnej wiosce, ale rządzącej się nowymi, realno-wirtualnymi prawami.

Czy wszystko już było?

Jasne, można mieć wątpliwości, wpatrując się w ekran z wyselekcjonowanymi, dopieszczonymi zdjęciami. Można grymasić, że prognozy trendów to samospełniające się przepowiednie, choć ten zarzut akurat jest nieco chybiony. Trendbooki to jeden z wielu trybików funkcjonowania rynku; za materializacją określonych produktów stoją producenci, technologie, inwestycje. A ostateczną rynkową amortyzacją staje się akceptacja „ulicy”.

Co więc sprawia, że wykłady Li magnetyzują? Chłonąc obrazy i słowa nigdy nie pojawia się uczucie, że wszystko już było, że nie czeka nas nic nowego. Wzrok pada na przewijane slajdy, ale myśli pędzą już gdzieś do przodu. Przy Li wybiegamy w przyszłość, mimochodem zmotywowani do działania.

A to uczucie bezcenne w XXI wieku.

tekst: Agata Dąbrowska
fot: Marta Jagielska

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: